nie zajęło mi to zbyt dużo czasu, żeby zrozumieć, że podejście mojego taty do zmiany pieluch jest zdecydowanie inne od sposobu, w jaki obchodzi się ze mną mama. bo mama może mnie przewinąć w każdej pozycji, bez względu na to, jak mało komfortowa dla niej mogła by ona być. czasami tylko trochę bardziej panikuje, kiedy zorientuje się, że potrzebuje dużo więcej miejsca, bo pielucha jest niby bardziej pełna niż zwykle. ja to daję radę, choć im jestem starszy, tym mocniej zauważam, że zajmuje to wszystko zbyt dużo czasu i prędzej czy później będę musiał wymyśleć coś nowego. no ale nie o tym była mowa.
mama może mnie przewinąć w każdej pozycji. ale tata nie. odkąd sięgam pamięcią, tata przewija mnie tylko w jednym i tym sam miejscu na łóżku. jest przy tym dużo bardziej metodyczny. zawsze wyciąga skądś taką fajną śliską matę i kładzie ją pode mną. czasami trochę bije od niej chłodem, ale odkąd mogę ją sobie wyrwać spod siebie i wywijać na lewo i prawo, nie jest to dla mnie większy problem. no ale dla taty jest. bo widzę, jak na siłę wpycha ją pode mnie i nie zacznie, dopóki wszystko nie będzie na swoim miejscu.
jeszcze parę miesięcy temu, ilekroć zachodziła taka potrzeba, żeby mnie przewinąć – przy czym z dumą mogę powiedzieć, że zachodziła dosyć często – tata często używał zwilżonych wacików i zawsze musiał je mieć na tak zwanym podorędziu (widzisz jakim słowem tutaj zasunąłem, tata?). z czasem wspólnie z mamą przerzucili się na mokre chusteczki, ale z początku tylko waciki i waciki. już nie powiem, którędy mi one wychodziły. oprócz maty i wacików tata zawsze trzymał w zasięgu ręki takie małe pudełeczko z maścią na odparzenia. no bo wiadomo. nie chciał mnie przewijać zbyt często, to się robiły odparzenia. a że robiły się odparzenia, to też za często nie chciał mnie przewijać. i się koło zamykało.
ważnym elementem tego całego rytuału było – no i w sumie jest dalej, bo przecież sikam i kupkam na okrągło – znalezienie pieluchy. co więcej znalezienie jej przedniej, że tak powiem, strony. nikt by przecież nie chciał mieć pieluchy założonej od dupy strony, prawda? no i chyba właśnie z tego względu, żeby się nie pomylić, tata zawsze nakładał sobie taką świeżo przygotowaną pieluchę na głowę, stronę tylną do kierunku wyjścia.
najważniejszym jednak elementem całego rytuału jest bojowe zawołanie, którego tata używa zawsze, by dodać sobie animuszu i zawsze zanim przekona się, jak dużo roboty będzie ze mną miał. pozbawiony warstwy melodycznej zapis może nie oddać w pełni tych zmieniających się szybko dźwięków, no ale mimo wszystko spróbuję. całość idzie mnie więcej tak i może być powtórzona dwa albo trzy razy, w zależności od potrzeb. na mnie działa wyśmienicie.
(wolno, wyraźnie z niepokojem)
siku czy kupa-aaaa?… siku czy kupa-aa?
(trochę szybciej, ale wciąż wolno, tylko nieco bardziej z nadzieją)
siiiku, siiiku?
(dalej rytmicznie, trochę jakby grane na bębnach)
siku siku?… ku-pa! siku siku?… ku-pa!
(dalej już beztrosko, jakby pogodzony z losem)
ku-pa ku-pa kupa-a! ku-pa ku-pa kupa-a!
